Alez mialam cieeeeezkie wstawanie:O Jakos tak nietomna bylam kompletnie:)
Wczoraj wieczorem zmeczylam ten esej. Ciezko nie bylo, jak juz zaczelam to poplynelo samo:) Chyba pisanie bloga pomaga sie rozpisac-co z tego, ze w innym jezyku:p Opowiadanie poszlo do Grahama, mojego tutora. No zobaczymy:) Nie pisalam opowiadania po angielsku od jakichs 5 lat:O Jedyne, co pisze od 3 lat, to komentarze, podpis i data. Kiedys mialam bloga po angielsku, ale w koncu mi sie znudzil i go skasowalam. No wiec, zobaczymy jak to bedzie:)
Zdecydowanie, dobrze byloby podszkolic slownictwo, zeby na ten Proficiency sie dostac, hehe. Tylko kiedy????:O
Silownia musi poczekac do jutra, bo po pierwsze, nie mam dzisiaj sily, po drugie nie wzielam ze soba ciuchow, a po trzecie czeka na mnie CV-ka do napisania from the scratch i poszukiwania pracy.
Dzisiaj bede troche zajeta w labie-nareszcie!!! Mam BCA do zrobienia - duzo roboty z rozcienczaniem probek, ale mimo to przyjemna rzecz. Poza tym, lubie prace w labie, zamiast czaplenia 4 liter w biurze i grzebanie w papierach.
Nom, to przyjemnosci zycze!!!:)
PS: Szykuje sie druga sesja pomaranczka, bo znow kupilam 2 wory w Asdzie:))))
PS2: Kolega A. zdazyl mnie juz lekko fqurwic, no ale co ja sie bede przjmowac i zdrowie sobie niszczyc,hehe:D
Dzis mam juz wybitnego dola na punkcie przeprowadzki, pracy i jakies flashbacki mnie dopadaja co minuta przez to niesamowite slonce na zewnatrz.
Pewnie, ze inni maja gorzej, sa rozdarci totalnie, ale jakos nie naleze do osob, ktore cieszyloby cudze nieszczescie czy niepowodzenie - nawet wrogom zycze dobrze, zeby przestali byc wrogami, bo czasem to wlasnie zgorzknienie i niepowodzenia powoduja, ze ludzie zachowuja sie tak jak sie zachowuja.
Smsuje sobie z kolezanka z Ira-byla na praktyce w HCI przez pol roku i sie jakos tak z nami zzyla:) Byla ostatnio w Krakowie, zwiedzila wszelkie atrakcje turystyczne i pomimo, ze bylo cholernie zimno, bardzo sie jej podobalo. Tez myslala, ze dostalam ta prace w Bray. Tez byla zawiedziona, bo myslala, ze sobie wyskoczymy na drinka wkrotce.
A bylo sie przeprowadzac z tak fajnego miejsca jakim bylo HCI???? Za glupote i nieprzemyslane do konca decyzje placi sie drogo. No i wlasnie place:/
Z innej beczki-Instytut Profesjonalnej Fotografii opiekuje sie studentami jak chyba zaden inny! Codziennie dostaje maile z radami, czego i jak najlepiej sie uczyc, jak planowac zajecia itp.:) Takie cos mi sie podoba. Dobre podejscie do ucznia. A nie na odwal-jak na normalnych studiach w PL. Nawet sie dostaje ocene na koncowym dyplomie. Chyba sie musze postarac i miec to 'A' na koniec;)
Wracajac do watku przewodniego-kiedy przychodze tu kazdego ranka (no prawie kazdego;P), od razu odechciewa mi sie na wstepie. Sztywna wiara, bez cienia zakreconego humoru, do jakiego sie przyzwyczailam w Ira...buuuu... i te smieszne zadania, kupa papierkowej roboty i nuda do kwadratu.
W HCI bylam caly czas zajeta-uwielbiam tak pracowac, ciagle miec rece zajete robieniem testow, zero czasu na przysypianie. Prawde mowiac, nie znosze pracy, w ktorej godziny wloka sie jak zolwie, nie za bardzo wypada wziac ksiazke do lapy i czytac i chyba jeszcze jedyna mozliwa do wykonania rozrywka jest dyskretne surfowanie po necie.
A nie dosc, ze byla fajna praca w mojej ira-firmie, to byli fajni ira-ludzie. Pracowalismy ciezko, ale zawsze nam humory dopisywaly (wyjatek, to lekki fqrv, ze trzeba bylo czasem przyjsc w weekend przed Gwiazdka, ale w koncu wszyscy jakos dochodzili do siebie). Jakos tak inaczej bylo. I lab byl maly, firma jak wieksza rodzinka, ludzie otwarci i przyjaznie nastawieni, menadzerowie ludzcy, nikt nikomu nie przeszkadzal, kazdy sie pytal drugiego jak leci i interesowal sie chociaz szczatkowo czyims zyciem, a bedac sama na obczyznie nie jest latwo i naprawde moglam liczyc na dziewczyny i ich pomoc.
W zasadzie-nigdy im nie zapomne ile mi pomogly, ile dla mnie wszyscy zrobili, gdy mama zmarla. Naprawde, super atmosfera. Tutaj malo kto sie interesuje zyciem innych, wszyscy sa sztywniaccy i czasami az sie czuje zawisc i rywalizacje w powietrzu (pomiedzy niektorymi). Lekko niezdrowe klimaty, ktore mi nie odpowiadaja. Wole pracowac z przyjaciolmi niz osobami nastawionymi na wyscig szczurów. Nie znosze wyscigu szczurow i nigdy nie bede w tym uczestniczyc.
Komp mi sie znow popsul z rana-przyszla laska, wymienila go, dostalam nowa klawiature, a tzn. ze pracowalam na starym rzechu, ktory mial prawo sie w koncu zbuntowac. I przyszla kryska na matyska,hehe.
Czekam z niecierpliwoscia na 16.30 i mozliwosc ewakuowania sie z tego miejsca....
No to tymczasem:)
Licznik odwiedzin: 130646
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Trochę wiadomości i przemyśleń z życia wziętych... moich przemyśleń, więc będą inne niż przyjęte w normach...:p

whatever....ale... od 9 czerwca 2008 żyję w swoim naturalnym środowisku... na Irawyspie, a dokładniej, na jej południowym wybrzeżu:)
dla bazgrających w gg: 4087791