Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
szufladki

Zdjęcia w galeriach.


Cala prawda o srodzie

środa, 30 kwietnia 2008 12:44

Dzisiaj bede narzekac. W koncu wolno mi na wlasnym blogu:p 

 

Wczoraj skonczylam o 20.30. Nic fajnego, biorac pod uwage, ze prawie caly dzien czekalam na jakas robote, ktorej sie nie doczekalam o czasie. Naprawde, gdyby dzisiaj mialo miejsce cos podobnego, to po powrocie menago z wakacji, od razu do niego lece I mowie, ze tak nie powinno byc, ze wciaz tylko ja zostaje po godzinach, gdy te cholerne stejlejts na mnie przypadaja. Zmeczona jestem I niewyspana. W koncu wczoraj 12 godzinna zmiane robilam jakby na to nie spojrzec.Po pracy jeszcze do sklepu musialam wjechac, bo nie mialam co do twarzy wlozyc na sniadanie. Skutkiem tego przepyszne, owocowe sniadanko I herbatka ziolowa oczyszczajacaJ Na drugie tez mam troche owocow I zielona herbate do tego. Wody nie licze, bo gdybym jej nie pila tutaj, to uschlabym po 2 dniach – koszmarnie suche powietrze tu jest. Wiekszosc ludzi narzeka, ale nikt nic z tym nie robi. Tak firma, no coz. 

Nie moge sie juz doczekac zmiany pracodawcy. Oczywiscie na tego wymarzonego I mam nadzieje, ze firmie M. przypadne do gustu w srode I w czwartek uslysze jakies dobre njusy. A potem bedzie juz tylko szukanie lokum (chyba jednak wirtualnie I tylko tak bede mogla obejrzec to mieszkanie) I sposobu na przetransportowanie wszystkich gratow (a sie nazbieralo…). I w zasadzie, to juz powoli tym wlasnie zyje, bo marze od dawna, jak wiecie. Im dalej od duzych miast, tym lepiej dla mnie, jednak. W miasteczku, w ktorym tkwi M. jest z reszta przeslicznie, niedaleko sa jakies gory, morze (a w zasadzie, to chyba ocean juz jestJ), mala miejscowosc, do wiekszego miasta pol godziny drogi I jest ono rownie sliczne (przynajmniej na obrazkach) I z artystyczna dusza, jak na pierwsza stolice Irlandii przystalo. W druga strone, godzine drogi samochodem jest Cork (I prosze sobie jaj nie robic z corkmenow I ich miasta;p), wiec na samolot tez blisko dosyc (w porownaniu z angielskimi odleglosciami I praktycznie poltoragodzinna jazda do lotniska – teraz mam blizej drugie, ale jednak caly czas latalam ze Stansted). 

 

A tak w ogole, to dzis jest ostatni dzien kwietnia, wlasnie zauwazylam:O I w zasadzie, to od kilku miesiecy juz nie mialo mnie tu byc... No ale coz, shit happens... a mnie sie juz zawsze trafia czesto gesto...

Meczyliscie sie kiedys w robocie tak bardzo,ze czuliscie jej macki na sobie jeszcze w promieniu pól kilometra od wyjscia i od samego budynku? Bo wlasnie tak mam. Jeszcze troche a rozwinie mi sie mania przesladowcza z elementami paranoi albo innej schozofrenii. Naprawde, najwyzszy czas na zmiane miejsca. Sleczenie tutaj przez 8godzin (a wczoraj 12) nie jest przyjemne bynajmniej. Nie chce mi sie wymyslac sobie zajecia, wiec czytam ksiazki i magazyny (national geographic i Nieznany Swiat. Ten ostatni ma duzo tekstu i w miare stonowane zdjecia wiec nikt nie zwraca uwagi), a ksiazki wybieram cienkie, z duza iloscia tekstu bez wymyslnych naglowkow w tytulach. Dzis wzielam cos filozoficznego. Pomyslalam, ze skoro nie mam czasu na medytacje, to chociaz sobie o niej poczytam i o nauczycielach japonskich. Ale zaczyna mnie nosic. Na szczescie mam tescik do zrobienia po lunchu. A potem jakos chyba prztrwam do 5tej. Mam nadzieje, ze juz dzisiaj zaden gowniany clean nie przyjdzie i nie bede musiala przychodzic. Na pewno jutro nie zostane. W koncu trzeba spakowac manatki i naladowac baterie przed weekendowym wypadem (nareszcie!!!).  

 

To bedzie pierwszy raz tutaj, kiedy wycieczka potrwa caly weekend. W koncu!!! Nareszcie troche swiezego powietrza i ciszy. Sorry, ale bez ciszy lekko szwankuje mi psyche ( widze to na codzien). W poblizu sa jedynie parki, nie ma nigdzie porzadnego lasu, a nad morze daleko (z reszta wybrzeze jest koszmarnie zabudowane, wiec jest tez halas i syf), nikogo na wsi angielskiej nie mam, zeby odwiedzic w ciagu weekendu, wiec jest kichowato. Jako wychowanka i obywatelka duzego miasta, musze stwierdzic, ze mam miasta dosyc. Szczegolnie Londynu, gdzie znika sie w bezosobowym tlumie i wszedzie smierdzi jak nie spalinami, to jakims zarciem, albo wyziewami z kanalow. Drazni mnie podprogowy halas, wibracje i  ezoteryczne wibracje tego miejsca. Wkurzaja mnie ludzie, ktorym sie ciagle spieszy i dla ktorych kasa jest najwazniejszym wyznacznikiem istnienia. Fqrwia mnie dwulicowosc narodu i niekulturalni, leniwi kolorowi. Autentycznie, malo gdzie mnie tak wiele elementow fqrwialo na raz i gonilo jeden drugiego.W robocie siedze 8 godzin w wibrujacym od systemow wentylacyjnych budynku, po przekroczeniu progu boli mnie glowa, w ciagu dnia musze zakraplac oczy i pic 2 litry wody mineralnej, zeby nie wysuszyc sluzowek na wior. Nie da sie pracowac w takich warunkach i nie da sie zyc w podobnych. 

 

Po prostu nie moge sie doczekac tego radosnego momentu i ekscytujacego zarazem, wreczenia wypowiedzenia menadzerowi. Zapewne sie nie zmartwi tym, bo kolejka losi czeka za progiem. A szkoda, bo odczulabym zlosliwa satysfakcje... Tyle, ze juz nawet nie o ta satysfakcje juz chodzi, ale o wyniesienie sie stad swinskim galopem. A moge was zapewnic, ze ostatni dzien tutaj da mi niezlego kopa (w pozytywnym sensie;)) zeby sie wyniesc i wracac jedynie na wycieczkiJNie lubie tego miasta, tych ludzi i nie przepadam za krajem w ogole. Nie mam pojecia, co przyciaga tutaj tych wszystkich emigrantow. Ale na pewno sa oni nieswiadomi tego, w co sie pakuja, a potem jest juz za pozno, zeby zmienic cokolwiek przez dluzszy okres czasu. 

 

Nom, to sie wyzalilam (po raz kolejny;p):D  

komentarze (3) | dodaj komentarz

Spostrzezenia

wtorek, 29 kwietnia 2008 10:19

Wiecie co…

Najgorsze, to przeziebic sobie nerwy… wiecie, przewianie, siedzenie na zimnym kamieniu. W niedziele przewialo mi szyjke w samochodzie – bo mialam otwarte okno (z powodu podzwrotnikowych upalow:p). I szczerze mowiac, lekko mnie zgielo. Wczorajsza noc byla koszmarem, obudzilam sie z bolu, potem caly dzien rwalo tak, ze leb rozbolal mnie tez, a dzisiaj ciut poprawilo sie, ale nie zeby tak od razu bylo cudownie. Owszem, w nocy nie bolalo, ale nadal mam problem z tym rejonem. Mam nadzieje,ze do piatku mi przejdzie.

Wniosek – nie otwierac okna w samochodzie, kiedy na zewnatrz wali klara z nieba, mrozic sie nawiewemJ

 Z innych skarg i wnioskow – naprawde chcialabym juz zmienic prace, miejsce zamieszkania i kraj. Tak dlugo na to czekam, ze powoli staje sie to stanem patologicznym:/ Nie mam ochoty tak funkcjonowac dalej. Jak zwykle, wszystko rozbija sie o kase, bo gdyby nie ona, to dawno juz zwinelabym zagle na ten bardziej zielony front dzialan. A czas tak powoli leci, ze porzygac sie mozna:/ Do tego ta wszechogarniajaca nuda i bezczynnosc. Koszmar. Dlaczego nie ma sie jakiejs wizji przyszlosci, kiedy postanawia sie cos tam zrobic i nie wiadomo, jakie beda efekty? Byloby duzo latwiej podejmowac decyzje. Wrazenia wrazeniami, ale gdzies tam na dnie mozgu intuicyjnie sie wie, ze cos zaszkodzi, tylko ze spycha sie te informacje w glab podswiadomosci, albo po prostu probuje je zamaskowac entuzjazmem. I tak...entuzjazmu mi brakuje, intuicja prawdopodobnie podpowiada mi dobrze, nie musze siebie samej przekonywac o slusznosci podjetych decyzji (a zazwyczaj tak wlasnie jest) i w zasadzie tak sobie osiadlam na laurach dzisiaj, bo poziom energii wynosi zero.Tak mi sie przypomnialo wlasnie.

Jeden kolega z tych ludzi z Singapuru ma tytul magistra, a przyporzadkowali go do technikow, czyli ludzi bez tytulu, a jedynie z dyplomem (czyli tak jak po jakims studium, a nie normalnych studiach). Powiedzialabym, ze jest to uwlaczajace. Bo jak mozna traktowac tak ludzi z dobrym wyksztalceniem? Przeciez to, co robi na codzien, robil w liceum na lekcjach chemii (bo chemia tam bardziej eksperymentalna jest niz u nas w PL na poziomie szkoly sredniej)! Probowal to zmienic, ale nie widac zadnych ruchow. W koncu jest tylko malym, zoltym trybikiem w machinie i generalnie, jak nie on to kto inny. Nieprawdaz?Tak dziala tutejsza, czyli angolska wersja kapitalizmu. Podejzewam, ze gdyby byl angolem, to nie zmieniloby niczego. Kolega, ktory polecial w piatek byl doktorem i robil to, co moze robic czlowiek z licencjatem. Tez robie to, co czlowiek z licencjatem. Ci ludzie robia podstawowy blad, mysle tu o firmie, maja tak wyspecjalizowane dzialy, ze klient nie wie, co sie dzieje w sasiednich i nie ma pojecia jak dziala w nich mechanizm. Ech, szkoda przestrzeni na serwerze... 

A poza tym, wpienia mnie stukanie korkami o wykladzine i ten ich sztuczny pospiech.

To jeszcze apdejcik zamieszcze – mam znow zostac nadgodziny. Po raz kolejny, kiedy jestem na tych cholernych stejlejtsach! Autentycznie, mam tego powyzej czubka glowy... Wciaz pada na mnie. Kiedykolwiek, ktokolwiek inny jest na tej zmianie w rozpisce, zawsze wychodzi o czasie, albo ewentualnie pol godziny pozniej. To sobie posiedze do 8 wieczorem i znow padnieta przyjde do chaty... a mialam sprzatac... taki piekny plan akcji sobie naszkicowalam w glowie... a tu dupa:/

Ch.jowe to wszystko

komentarze (4) | dodaj komentarz

Niuuus

poniedziałek, 28 kwietnia 2008 20:21
Eeeeem... to się lekko przesunęła ta data rozmowy, na środę wieczór, 7 wieczór:O Pani i pan będą ze mną rozmawiać. Podejrzewam, że pani to hr'ka, a pan to ten sam menadżer, z którym miałam pierwszą rozmowę. Mam nadzieję, że Zakrętka ma dobrą intuicję!!!!:D 8 maja ustanowiłam sobie dniem wolnym i niech już tak zostanie, bo nie chce mi się wymazywać tego z systemu, a poza tym, im dalej i mniej jestem w tej durnej robocie, tym lepiej się czuję:D
Zdjęć z Dublina nie wtykam tu, bo mi się nie podobają. Może innym razem wyjdą lepsze...

O tym, że mnie fqrwili pod koniec dnia w robocie, już nie będę pisać, bo nie mam ochoty marnować mojego czasu na myślenie o tym chorym miejscu z chorymi ludźmi.
Nadmienię tylko, że kolegę-sąsiada wywalili w trybie natychmiastowym w piątek, kiedy mnie nie było, za jakieś uchybienia GMP. Trochę śmiać mi się chce, bynajmniej nie z sytuacji kolegi, ale z tego, że ta firma mało ma wspólnego z GMP (Good Manufacturing Practice) w ogóle!!!I wg moich standardów (wyuczonych w HCI), nie przeszliby żadnego audytu itp.

Kończę, "Ranczo" i "39 i pół" czekają na obejrzenie:)

komentarze (0) | dodaj komentarz

Teatrzyk Pod Beżową Papugą przedstawia!!!

sobota, 26 kwietnia 2008 20:26
Oto Tommy:



Mój nowy kompan podróży wszelakich:) Fajna morda, nieprawdaż?;)

A to zakup, któremu nie potrafiłam się oprzeć ze względu na SAMą NAZWę:)))) (bo kojarzy się z serialem "Father Ted")



W zestawie jest tylko jeden kielonek, niestety i marmolada... chyba jako zagrycha,hehe:D

To teraz z innej beczki:
Nudziłam się dzisiaj w robocie koszmarnie. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i dzięki kilku bezczynnym godzinom przeczytałam numer "National Geographic" z maja zeszłego roku (takie mam zaległości w lekturze właśnie...) i zaczęłam "Outdoor Photography". Gazety o fotografii kupiłam w czwartek na lotnisku w Dublinie - Heathrow jest tak biedne w sklepy wszelakie i kioski, że aż żal. Najśmieszniejsze jest to, że nie zauważyłam tych tytułów, które kupiłam w UK, a jakiby nie było, są to czaspisma brytyjskie. Jedynie "Practical Photography" (chyba najlepsze z tych pism właśnie ze względu na stronę praktyczną) znalazłam na półce w asdzie.

Szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać efektów tego interview 8 maja, a mam GłęBOKą I WIELKą nadzieję, że się w końcu pozytywnie sprawa zakończy i rozpocznie nowy etap w moim życiu.

Hmmm....nadzieję można mieć, ale nigdy nie wiadomo, czy oczekiwania się spełnią...:/

PS: Zapomniałam dodać, że Tommy to maskotka samochodowa...innymi słowy "kiwaczek":)

komentarze (4) | dodaj komentarz

Irish breakfast roll

piątek, 25 kwietnia 2008 1:16
Jako, że zawitałam dziś na irlandzkiej ziemi (fajnie było sobie pooddychać "zielonym" powietrzem:)
Interview poszedł jak z bicza strzelił. Bardzo mili ludzie. Ale zgubiło ich to, że praca jest zmianowa, 12godzinna, dni i nocki. Kiedyś już ten błąd popełniłam i nie mam zamiaru ponownie.
Za to środowy interview telefoniczny zaowocował realnym i to w Londku, tylko trochę w innej lokalizacji i odbędzie się 8 maja... i mam &%*#$)* nadzieję, że ze skutkiem pozytywnym!!!!!!!! Bo jeszcze trochę i w tej #$(%Q@($* LB zejdę na wylew!!!!
Z tej radości porobiłam zdjęcia mojej starej firmie - bo jest rzut beretem od miejsca, gdzie mnie interwjułowali. W ogóle inny klimat niż u tych od niebieskiej pigułki,hehe. Wyluzowani, kontaktowi i generalnie mili z samego wyglądu,a tamci (a raczej tamte) byli lekko sztywni (jak angole normalnie...), zestresowani i bez ikry kompletnie.

Aczkolwiek nadal mam nadzieję na tą firmę, która rezyduje na totalnym zadupiu:))) No przecież zawsze można sobie skoczyć do Cork czy innego Waterford samochodem, no nie???!!!;)

A teraz coś w nawiązaniu do Irawyspy....piosenka QC Team'u w HCI, która tak naprawdę została napisana przez irlandzkiego komika Pata Shortta. Sorry, że po angielsku:/ Dla tych, którzy nie kumają tego języka jest też klip na youtube (poniżej), który wyjaśnia mniej więcej o co chodzi w piosence o Wielkiej Śniadaniowej Bułce:


Well I wake up in the morning and I jump straight out of bed
Grab a hold of that luminous jacket and shake that fuzzy head
I don¹t have time for a fancy breakfast or put muesli in a bowl
I just head to the stat oil garage for the jumbo breakfast Roll


Two eggs two rasher two sausage two Bacon Two puddins one Black and white
All placed like a tower on top of each other and then wrapped up good and
tight
If you¹re having some tea the milks over there and you¹ll find sugar in the bowl
Says she Do you want some sauce on that says I, I do in my roll



Well whether you¹re a chippie or a sparkie or a brikie or a team just tarring the road.
Or a shower of lads coming home from the razz with a crowd or on your own
If you¹re working up a ladder or peeling pigs bladder or find yourself digging in a hole
There¹s no sight better than melting butter, from a jumbo breakfast roll


Two eggs two rasher two sausage two Bacon Two puddins one Black and white
All placed like a tower on top of each other and then wrapped up good and tight
If you¹re having some tea the milks over there and you¹ll find sugar in the bowl
Says she Do you want some sauce on that says I, I do in my roll


Well just the other day after me roll and tea, in me gut I got an awful ache
I went to me Doctor he said that¹s an artery blocker you have every morning at break
So to change my lifestyle he has me walking five miles and seeing a dietician called Noel
But I can¹t get from my head the sight of two runny eggs on my Jumbo breakfast roll


Two eggs two rasher two sausage two Bacon Two puddins one Black and white
All placed like a tower on top of each other and then wraped up good and tight
If you¹re having some tea the milks over there and you¹ll find sugar in the bowl
Says she Do you want some sauce on that says I, I do in my roll


Well the years have passed on and my life has changed and now I am a different man
I have lost three stone, I¹m doing a line with a girl and we are both Vegetarian
My cholesterol is low and my heart is good to go, but in the morning I¹d sell my soul
To sit in any stat oil fore court and devour a Jumbo breakfast roll


Two eggs two rasher two sausage two Bacon Two puddins one Black and white
All placed like a tower on top of each other and then wraped up good and tight
If you¹re having some tea the milks over there and you¹ll find sugar in the bowl
Says she Do you want some sauce on that says I, I do in my roll


http://http://www.youtube.com/watch?v=yD6Gpn80yWI

Smacznego!!!!!!!!!!!!

PS: Oczywiście nie obyło się bez kupowania dupereli na lotnisku...no i nareszcie do Vero Mody wlazłam na Grafton Street i hurtem rzuciłam ciuchy, bo w tym *$%(## Londku takich rzeczy nie ma i pewnie nie będzie, bo oni nie uznają firm innych niż swoje najwidoczniej (Vero Moda ze Skandynawii jest):/

komentarze (2) | dodaj komentarz

 1234  »

Zdjęcia w galeriach.


Licznik odwiedzin: 130633

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

Trochę wiadomości i przemyśleń z życia wziętych... moich przemyśleń, więc będą inne niż przyjęte w normach...:p

O mnie

whatever....ale... od 9 czerwca 2008 żyję w swoim naturalnym środowisku... na Irawyspie, a dokładniej, na jej południowym wybrzeżu:)

dla bazgrających w gg: 4087791

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 04.10.2008 15:14:14
  • autor: irenucha
  • treść: Hejka dziekuje za wp...
Locations of visitors to this page

Statystyki

Odwiedziny: 130633
Wpisy
  • liczba: 505
  • komentarze: 1651
Bloog istnieje od: 1293 dni