Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
szufladki

Zdjęcia w galeriach.


Piątecek again:p

piątek, 21 listopada 2008 19:22
Obudziłam się mimowolnie o.... 10.30:o Ostatnio cholernie długo sypiam:o Jakieś przesilenie zimowe chyba:/
Pani dr Angela powiedziała, że dobrze, że zostałam w domu, bo najgorsze już za mną, ale powinnam wypoczywać i płyć dużo ciepłych płynów. Zabuliłam 5 dych (bo tu się zawsze płaci u GP), dostałam cert do roboty, co by się nie czepiali mnie i poszłam do domciu.

Ale pomiędzy wyjściem z domu, a lekarzem zdążyłam zrobić zakupy w polskim sklepie, pogadać z panią Marią, która tam sprzedaje-ze 2 godziny mi zeszły,hehe-kupić mojemu Ciachu perfum... Chanel Allure Sport - wydaje mi się odpowiedni... zobaczymy jak będzie na skórze pachnieć....mmmmmmrrrraaaauuuu...już się nie mogę doczekać;>
Kupiłam też pierdółki dla siebie, m.in. z Body Shopu - i znów na struskawki mnie weźmie....
Zmieniłam telefon z prepaid na rachunek (oficjalnie jestem udupiona, hehe), pogadałam z Simoną (która jest w ciąży), poszłam do Dunnesa Storesa po warzywa i flaszką Martini.... generalnie zrobiłam niezłe zakupy tygodniowe i straciłam mnóstwo kasy....buuuuu.... i minęłam się z Eddiem na facebooku:( Specjalnie skończył wcześniej, żeby wpaść do kafejki na net, sprawdzić jak się zaczął nasz związek:)....ech...prawda, że romantyczny facet??? A przed chwilą mi napisał, że jako tapetę w telefonie ma ustawiony mój lovely smile... rozpływam się normalnie:)))

I tak w zasadzie minął mi dzień... Czekam teraz, żeby zebrać 4 litery w troki i odebrać Yen z lotniska w Corku. Fajnie będzie ją zobaczyć po tak długim czasie:) I pogadać o wszystkim i niczym:) Pewnie trochę zdjęć porobię na wycieczkach, bo pojeździmy dookoła Dungarvan:)

Ekhmm...mój Claddagh Ring zmienił pozycję jakiś czas temu-serduszkiem do ciała, co oznacza, że ktoś skradł mi serce...:)))

A oto i sam pierścionek:



Mam nieco uboższą wersję, bez kamienia, ale ważne, że jest i że jest srebrny:)

A tak poza tym... od cholery kobiet w ciąży dzisiaj widziałam i nawet gadałam z kilkoma... a pani Maria mi sugerowała niezabezpieczanie się:o Kurde... ciut za szybko byłoby to wszystko jak dla mnie...chociaż... a tam... nawet domek trzeba mieć swój i dobre warunki pracy... pójście na żywioł byłoby czystym szaleństwem...:D

komentarze (7) | dodaj komentarz

i się pochorowała...

środa, 19 listopada 2008 10:49
PS2: już czwartek, ale jakże piękna była środa!!!!:D Wpadłam na wariacki pomysł pojechania do Dublina tylko, żeby się zobaczyć z Eddiem:) Boszzzz....oboje byliśmy cali w skowronach!!!!:) Poszliśmy do Pizzy Hut i na kawę:) Pogadaliśmy o ważnych dla nas sprawach-chyba w przyszłym roku będzie trzeba się razem wprowadzić do jakiegoś przytulnego domku w Dungarvan lub Ardmore... i znów zaniemówiłam kiedy mi to powiedział:D Po prostu mi szczęka opada, bo to ja zazwyczaj takie rzeczy wygaduję:D
Jakoś tak chyba odnaleźliśmy się... chyba już na zawsze...:D:O 3 godziny jazdy w jedną stronę,ale było warto dla tych kilku godzin spędzonych razem:)
Aneta: nie mówię na niego my lovely Ajrisz,hehe...raczej 'sweetie', albo 'hun', albo 'my Eddie'... mogę jeszcze użyć 'my lovely Carlowman',bo w końcu z tamtąd pochodzi:)
Mazureczko: dzięki za cenną radę:) Zawsze mnie chamstwo odstręcza od ludzi i oni to czują, ale masz rację z tym asertywnym podejściem:)
..............................................................................................................
W końcu mnie dopadło przeziębienie porządne...:/ jeszcze dobrze nie zaleczyłam poprzedniego, a siedzenie w lodowatym HPLC roomie dało mi popalić. Do lekarza muszę się przejść, jeśli chcę sobie kilka dni pochorować. Znów mniej kasy wpadnie, ale będę oszczędzać przez kolejne 2tyg,więc drogich prezentów nie będzie tego roku, bo mnie nie stać po prostu:/

Wczoraj jaką jazdę miałam w pracy... normalnie przez to wszystko się budziłam non stop... jeszcze Eddie z wątpliwościami się zgłosił koło 23, więc po prostu mi się na łeb wszystko zwaliło na raz...
Na szczęście z Eddiem już sobie wyjaśniliśmy wszystko, natomiast robota musi poczekać, aż wyzdrowieję. Nie wiem, ile dostanę zwolnienia, ale liczę choćby do końca tygodnia, bo czuję się podle:(
Inna sprawa, że najchętniej wpadłabym do Dublina dzisiaj... ale wiecie, 3,5h jazdy...

Ale w pracy wrednie się zrobiło. Tak się złożyło, że niektóre osoby nie zasługują na bycie moimi kumplami, a mówię tutaj o Utcie. Od jakiegoś czasu czułam się lekko wykorzystywana na polu pozazawodowym- ilekroć ja chciałam wyjść w pt czy sob wieczór, a ona była zmęczona, to zostawałam w domu, ale jeśli ona chciała, a ja byłam zmęczona, to oczywiście wychodziłyśmy... Obiad też - ona do mnie wpadła, ale żeby się odwzajemnić, to już nie. Sorry, ale przyjaźń polega na wzajemności jak wszystkie związki międzyludzkie, na dawaniu i braniu, a nie tylko braniu lub jak w moim przypadku dawaniu. W pracy też gnój, bo panna nie radzi sobie z ciśnieniem i wszystko spada na podwładnych, czyli w tym przypadku na mnie, Kirka i Mareczka, bo Anna (jako młoda, ambitna i przyjmująca bezkrytycznie wszelkie uwagi z góry) jest zostawiona w spokoju.
Z Mareczkiem nawet wczoraj sobie pogadałam popołudniu na temat tego, co się dzieje z Uttą. Bo powiedziałam mu, że miałam gówniane spotkanie z menadżmentem nt. 'attention to detail', które miało tak wiele wspólnego ze szczegółami, jak jajko z kotletem....  A on też miał nieciekawe przejścia z nią. Kobieta po prostu jest za młoda i zbyt niedoświadczona, żeby być team-leaderką. Wszyscy team-leaderzy mają powyżej 30tki, a ona nie. Sorry, ale w tym zawodzie i na tej pozycji wymaga się stalowych nerwów i pracy nad sobą głównie, a nie przelewania swoich frustracji na ludzi, z którymi się pracuje, bo robi się z tego chore środowisko pracy...

A z Dave'a spryciarz jest. Jak pan Lew, postawił się na szczycie, otoczył lwicami i wypuszcza je na łowy codziennie... Albo jak myśliwy i jego psy gończe.... Mareczek ochrzcił Uttę Szarikiem i chyba już tak zostanie - w końcu to owczarek niemiecki był:p

Kilka spraw w związku z Uttą i pracą mnie też ubodło i nie tylko mnie. Dziewczyna nie używa słów 'dziękuję', 'proszę', 'doceniam'.... to bardzo źle świadczy o kimś, kto jest postawiony jako brygadzista nad ludźmi... Powiedziałam, że czuję się zdemotywowana, jutro mam mieć kolejne spotkanie z nimi, na którym mogłabym podać rozwiązanie, ale nie będę go mieć, bo jestem chora. Ale wracając do rzeczy.... motywacją dla mnie jest bycie docenioną przez ludzi, bo w końcu kasa za pracę należy się nam jak psu zupa. A tego tu nie widzę. Jedynie same zjebki na okrętę. I dlatego poproszę o przeniesienie do innego teamu. Zmęczona jestem byciem workiem treningowym.
A kiedy usłyszałam chamskie pytanie 'do you know how to do your job?', to normalnie mnie zatkało.Bo to było chamskie i poniżej pasa, zadane właśnie przez Uttę... Sorry, ale nie mam zamiaru być kozłem ofiarnym jej braku przygotowania do tej pracy w tym miejscu... Normalnie, laska chyba zapomniała gdzie jest i z kim ma do czynienia. Może w Niemczech takie pytania są na porządku dziennym, ale w Irlandii??? Not a chance... A jak jej się nie podoba, albo nie radzi sobie, to niech spada z powrotem... Szkoda życia, energii ludzi i tej pięknej wyspy na zatruwanie atmosfery przez takie osobniki. Niezły kwas się zrobił...

Nom i tak właśnie ludzie sobie barłożą w życiu... bynajmniej nie ja.

I już chciałabym przestać o tym myśleć, zrobić listę słów i zdań do powiedzenia na spotkaniu ponownym i zająć się sobą i problemem odległości dzielącym mnie i Eddiego...;)

PS: Właśnie sobie zdałam sprawę, że Muniek z T.Love wykrakał tą moją prawdziwą miłość:D

komentarze (9) | dodaj komentarz

Cobh i Ardmore:)

niedziela, 16 listopada 2008 20:35
Boszzz, piękniejszego weekendu w życiu nie miałam chyba...:O Było cudownie... wspaniale... niesamowicie... porażająco dobrze... nie znam więcej określeń na opisanie stanu ducha w ciągu tego weekendu:)

Eddie dał mi drobiażdżek (ale jakże ważny dla mnie!!!) jubilerski (nie, nie pierścionek z brylantem:p myślę, że powstrzymamy się jeszcze przez kilka spotkań:p), drobiażdżek dla autka...:D Jest kochany... wyjątkowy... itp... Ktoś, kogo szukałam całe życie i w końcu znalazłam!!!:D:O Wiele czasu mi to zajęło... ale usłyszałam piękne słowa zeszłej nocy... i nie myślcie sobie, że tak gadał, bo się nażłopaliśmy!:p On tak naprawdę czuje i myśli i pamięta każde słowo, które powiedział!:)

Fajnie było w hotelu w Cobh, posiedzieliśmy w kilku pubach, bo był mecz rugby:p Pół nocy przegadaliśmy, reszty wam nie zdradzę, bo jest ocenzurowana:p

Piękny poranek.... Śniadanie:) Potem... to już nasza słodka tajemnica, co nastąpiło potem;)

Wrzucam kilka fotek:)

Widok z okna:



Zdjęcie robiłam dzisiaj rano:) Było przecudowne przedpołudnie:D

A to mój Eddie, już byliśmy w Ardmore, gdzie poza spacerem na plaży, zjedliśmy obiad i poszliśmy na klify:):



Po drodze ukazały się naszym oczom 2 przepiękne tęcze:) Jedna z nich 'kończyła się' w zatoce:D:





Plaża i inne widoczki:







To ja:p:



A to już Cliff Walk i Samotnia Św. Declana (w zajefajnym miejscu mieszkał facet:D):









Po drodze spotkaliśmy nie tylko ludzi:) Jakiś przyjaźnie nastawiony Dalmatyńczyk się z nami przywitał:):



Macie na koniec jeszcze zdjęcie, które jest moim ulubionym z dzisiejszej sesji:



Czyż nie jest słodki z niego facet?;) To było pytanie retoryczne, bo to akurat ja wiem najlepiej;)

Spadam, bo mi lekko gardło wysiada i stęskniłam się z Edziem...już!:o

komentarze (11) | dodaj komentarz

In Your Eyes...

piątek, 14 listopada 2008 0:46
Dobra, Zakrętka mnie oświeciła w kwestii pochodzenia cytatu z poniższego wpisu - dobrze, że chociaż wyszukałam autora i utwór, hehe:p Ale byłam święcie przekonana, że to z powieści Jane Austen, oczywiście w postaci zekranizowanej:)

A teraz nowy cytat, z piosenki.. Petera Gabriela:

'I look to the time with you to keep me awake and alive' (piękny, Eddie dostał też i stwierdził, że to bardzo poetyckie i romantyczne...ale nie pamiętał, że to z tej piosenki....:))

A to piosenka:



 

Uwielbiam ją... i nie tylko ja:)


Hmm... zachowujemy się jak wariaci:) 20 esów dziennie, mnóstwo ciepłych słów, wzruszających tematów, miłości na wyciągnięcie ręki.

Jesteśmy nieźle pokręceni, hehe, w końcu ten weekend to nasza druga randka dopiero, a zabrnęliśmy tak daleko... dzięki internetowi i telefonom:)

Eddie jest wyjątkowy... co ja się będę rozpisywać... niczego już mi nie brakuje w duszy... znalazłam brakujący kawałek... bo przedtem czegoś mi brakowało i nie wiedziałam czego...:o


Z innej beczki: w robocie zapieprz i oczywiście ani słowa podziękowania, tylko głupie pytania, dlaczego nie wyszło. Nie wiem, dlaczego nie wyszło... instrumenty, kolumny...etc... to jest chemia a nie biznes i tego młotki nie potrafią zrozumieć!!! Analiz nie można przeprowadzać na chybcika, bo szlag wszsytko trafia... ale w dupie już to mam. Najważniejsza jest teraz sfera emocjonalna dla mnie:)

komentarze (7) | dodaj komentarz

Słodko-ostry;>

środa, 12 listopada 2008 23:32
Hotel zabookowany na weekend:) En suite z widokiem na morze...;) mam nadzieję, że chociaż ładne pokoje mają, bo to był 2gwiazdkowy hotel. Był jeszcze 3-gwiazdkowy, ale nie mieli spa i basenu:p Może na basen się kopniemy, a może jedynie do sauny...;p

W każdym razie, pozwiedzamy sobie miasteczko Cobh, pospacerujemy, odprężymy się po ciężkim tygodniu (dzisiaj skończyłam o 19.15!!!Ed nadal pracuje...ale on sobie sam jest panem, sterem i okrętem...szczęściarz:D) i damy czadu;)

Znalazłam takie piękne zdanie, rodem z (chyba) dramatu starogreckiego poety Longinusa 'Dafne i Kloe':

'...For no one has ever escaped Love altogether, and no one ever will, so long as beauty exists and eyes can see...'

A to moje nieudolne tłumaczenie:

'...Bo nikt nie zdołał uciec od Miłości, i nikt nigdy nie zdoła, dopóki piękno istnieje, a oczy widzą...'

Cóż, poezji nigdy nie tłumaczyłam, a nieudolne próby pisania wierszy skończyłam w wieku 20 lat chyba:D

Dobra, obiecuję foty po weekendzie:) Bo przestawiłam się w tryb robienia zdjęć w JPEG+RAW:D Dopóki nie mam Photoshopa CS, to niestety jedyne wyjście z sytuacji:/

Zamówiłam sobie nowy Stereophonics... powinien się pojawić jutro lub pojutrze w mojej firmie, bo na adres firmowy zamówiłam, hehe, wiem...cwaniara ze mnie, ale co mam zrobić, skoro do 17 jest poczta otwarta od pon do pt, a w sob mają zamkniętą skrzynkę z poleconymi...? No właśnie, to Dungarvan, a nie Sligo...:p Tu nawet takie rzeczy są niedostępne:D Ale ja nie mam nic przeciwko temu, dopóki jest mi tu dobrze:)

Przebiegłam pół godziny po betonie i mnie lekko ścięgna napier... Za to napompowałam trochę mięśnie;) Wiecie, trzeba formę trzymać na weekend;p

To teraz sączę winiacza... oczywiście różowe kalifornijskie, white zinfandel, najlepsze lekkie winko świata!!!:)

Wczoraj kumpela mi się pyta, ile esów wysyłamy do siebie z Eddie'm... hmm... chyba około 20 dziennie, tak mi się wydaje...:D

Cóż, słodki facet z niego, słodko-ostry w jednej dziedzinie w sumie.... ;> ale nic więcej wam nie powiem na temat tej dziedziny:p

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Licznik odwiedzin: 130410

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

Trochę wiadomości i przemyśleń z życia wziętych... moich przemyśleń, więc będą inne niż przyjęte w normach...:p

O mnie

whatever....ale... od 9 czerwca 2008 żyję w swoim naturalnym środowisku... na Irawyspie, a dokładniej, na jej południowym wybrzeżu:)

dla bazgrających w gg: 4087791

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 15.09.2008 19:25:08
  • autor: Małgosia
  • treść: witaj...serdecznie p...
Locations of visitors to this page

Statystyki

Odwiedziny: 130410
Wpisy
  • liczba: 505
  • komentarze: 1651
Bloog istnieje od: 1285 dni